Fotografia jako praktyka obecności
Fotografia jako praktyka obecności
m dłużej fotografuję, tym rzadziej myślę o zdjęciach jako o sposobie rejestrowania rzeczywistości. Coraz częściej widzę w nich rodzaj ćwiczenia.
Nie religijnego. Nie mistycznego. Raczej ćwiczenia uwagi.
Większość ludzi przemieszcza się przez świat w pośpiechu. Patrzymy po to, aby rozpoznawać. Oceniamy, klasyfikujemy, przechodzimy dalej.
Fotografia proponuje coś przeciwnego.
Zatrzymanie.
W wielu sytuacjach najważniejszą umiejętnością fotografa nie jest refleks ani znajomość sprzętu. Jest nią zdolność czekania.
Nie wszystko trzeba natychmiast fotografować. Nie każda scena należy do nas tylko dlatego, że ją zauważyliśmy.
Czasem warto po prostu zostać.
Patrzeć. Oddychać. Pozwolić miejscu ujawnić własny rytm.
Po pewnym czasie dzieje się coś interesującego. Pierwsze spojrzenie, zwykle pełne nawyków i oczekiwań, zaczyna słabnąć. Zamiast tego pojawia się prawdziwe widzenie.
Dostrzegamy rzeczy, które wcześniej wydawały się nieważne.
Powtarzający się układ linii. Mały gest. Odległość pomiędzy dwojgiem ludzi. Ślad światła na ścianie. Przypadkowe podobieństwo kształtów.
To, co naprawdę istotne, rzadko domaga się uwagi głośno. Najczęściej jest ciche.
Z biegiem lat zauważyłem, że każdy fotograf wraca do określonych motywów. Jednych przyciąga ruch, innych samotność. Niektórzy szukają harmonii, inni chaosu. Jedni fotografują ludzi, inni przestrzenie.
Najczęściej nie wybieramy tych tematów świadomie.
To one wybierają nas.
Dlatego fotografia może stać się formą samopoznania.
Po latach patrzenia na własne zdjęcia zaczynamy dostrzegać pewne prawidłowości. Okazuje się, że od dawna opowiadamy tę samą historię, chociaż używamy różnych obrazów.
Fotografie stają się wtedy czymś więcej niż kolekcją kadrów.
Tworzą mapę naszej uwagi.
Pokazują, co naprawdę nas porusza.
Comments are closed.